Zagubiony we śnie
Zagubiony we śnie widzę tylko cienieSpacerujące pośród drzew.
Tajemne widma pijące krew,
Łaknące mroczne zaspokoić pragnienie.
W środku jestem ja mgłą mistyczną otoczony.
Sam pośród drzew osadzony
Jak niewiasta, do jaskini lwa wrzucona,
Jak owieczka, na rzeź prowadzona.
W martwych ciemnościach utulony
Końca swej egzystencji czekam.
Ponad zielska unoszony
Oddalam się, acz nie uciekam.
Unoszę się ponad stan mych myśli,
Jednoczę się z istotą ducha.
Przede mną obraz niewyraźny się kreśli,
Skrępowany ogniwami zmarzłego łańcucha.
Obraz przesłanie niesie wielkie,
Więc pękają ogniwa z brzękiem.
Przesłanie owe treść tajemną posiada,
Poniekąd naukę mądrościową wykłada.
O sile, jaką posiadam mi przypomina.
Bym korzystał z niej, bo wielka to siła.
Na wszelkie bóstwa się zaklina,
Że owa siła na wieki będzie we mnie tkwiła.
Ciało me i duch nie są już jednością.
Powracam w mrok, acz nie z miłością
A gniewem, niemal boskim.
Opuszczają mnie strach i wszelkie troski.
Rozglądam się, okiem badam przestworza.
Wokół mnie pustka. Poczułem zapach wolności.
Na nieba błękit wzejdzie pierwsza zorza.
Tymczasem światło księżyca rozjaśnia ciemności.





