Sachmet
Przywdziana w suknię zbawienia,Otulona oddechem mego imienia
Czekasz… spojrzenia płomiennego
Błękitnych oczu jego,
Dłoni łaknących ciała Twego.
W zmysłów szalonych
Pląsach się wijesz.
Z popiołów uczuć —
— Niegdyś spalonych,
Jako Feniks się wzbijasz
Ku niebiosom zdradliwym
Słońca promieniami plującym.
W ich żarze gorącym
Się kryjesz
Przed jego okiem wstydliwym.
Lecz chuć
Cię rozpierająca,
Namiętność chciwa — gorąca,
Nad Tobą górę bierze.
A on… w ziemi jako lód
Bezwiednie tkwi.
Z niego bijący martwy chłód
Z powabu Twego lekkości drwi.
A Ty…
Kochasz go, nienawidzisz szczerze.
Wszak nic nie zmienia
Ni żar pragnienia,
Ni chwila milczenia,
Gdy brak wejrzenia Twego
W bezdenną głębię serca swego.
Dedykuję
Pięknej
Pięknej





